Strony statyczne

Dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla zalogowanych!


Literka jest portalem stworzonym specjalnie dla nauczycieli. Znajdziesz u nas artykuły i materiały pomocne w pracy, porady prawne, aktualności ze świata oświaty.


Aby publikować własne materiały oraz otrzymać pełen dostęp do portalu , Zaloguj się.

Nie masz konta ? Zarejestruj się za darmo !

Ewaluacja to praca dla sapera

Data dodania: 2010-05-17 12:22:30

Wywiad z prof. Henrykiem Mizerkiem na temat wpływu autoewaluacji dyrektora na ewaluację zewnętrzną, narzędziach wykorzystywanych w procesie analizy oraz przygotowaniach do obowiązkowych ewaluacji w roku 2010/2011.

 

Jesteśmy na półmetku pilotażowych programów ewaluacyjnych prowadzonych w szkołach. Czy możemy już mówić o wstępnych wnioskach?

Myślę, że jest jeszcze na to zbyt wcześnie. Jak dotąd mamy dopiero pierwsze raporty i trudno cokolwiek przesądzać na takiej podstawie. Dlatego byłbym  powściągliwy w tej kwestii.

Kiedy możemy spodziewać się oceny nowego systemu nadzoru?

Dopiero gdy skończą się pilotaże będziemy mieli pogląd na temat wartości tego systemu. Będziemy mieli odpowiedź na pytanie, czy cały system przynosi takie skutki, jakie zakładano. To jest rzecz pierwsza. Po drugie, będzie można wnioskować o jakości funkcjonowania placówek  tworzących system edukacji. Na razie na takiej małej próbie jest to bardzo ryzykowne. Pierwsze wnioski będą dotyczyć tego, jaka jest wartość narzędzi, które są używane, a kolejne tego, co w tej chwili jest najistotniejsze, czyli w jaki sposób w szkołach wykorzystuje się informacje zamieszczone w raportach. To jest kluczowa kwestia.

Należy sprawdzić, czy i w jaki sposób informacje te zostaną wykorzystane przez organ prowadzący, rodziców, nauczycieli?

Dokładnie – przez samą szkołę. Rzecz w tym, żeby ta informacja była wykorzystana na poziomie szkoły, służyła myśleniu,  zbiorowej refleksji na temat co należy zrobić, żeby nasza praca miała sens i odpowiednią jakość. Aby szkole zapewnić  odpowiednie warunki rozwoju, to jest pierwsza kwestia. Druga, by samorządowcy też zostali włączeni do dyskusji na temat tego, co zrobić w konkretnym środowisku, aby szkole pomóc. Nie chodzi o to, żeby podejmować decyzje kadrowe czy inne, ale wspólnie zastanowić się, co zrobić, aby szkoła działała na rzecz dobra każdego pojedynczego dziecka oraz potrzeb środowiska, w którym pracuje.

Wyniki ewaluacji nie powinny służyć tworzeniu rankingów szkół. . Do tego celu wykorzystywane są  trudno powiedzieć na ile sensownie, inne instrumenty pomiaru wyników – chociażby system egzaminowania zewnętrznego. Nie chodzi o to, żeby je dublować, bo funkcje kontrolne czy „ocenne” są zdecydowanie mniej ważne niż myślenie o tym, co zrobić, żeby w konkretnej szkole działo się lepiej. Oczywiście to jest rzecz zupełnie nowa w naszym kraju i trudno jest przewidzieć wszelkie, możliwe reakcje na wyniki ewaluacji. Pytała mnie Pani o reakcje samorządów, władz oświatowych, opinii publicznej oraz jak to się będzie przekładać na konstruowanie polityki oświatowej. Mam nadzieję, że wnioski będą wyciągane. Intencją jest, aby wzbudzić debatę na temat jakości edukacji w Polsce, ale tak, jak to się dzieje w społeczeństwach demokratycznych, w których polityka kształtuje się w dialogu, w konwersacji, w dyskusji różnych podmiotów traktowanych równoprawnie.

Na stronie internetowej MEN poświęconej nadzorowi pedagogicznemu pojawiły się pierwsze raporty z ewaluacji zewnętrznej z wyszczególnionym poziomem wymagania, który szkoła uzyskała. Natomiast nie ma w raportach podanych rekomendacji do dalszych działań.

Rekomendacji nie ma i – mam nadzieję - nie będzie. Chociaż pewnie pojawiają się takie oczekiwania, wynikające z  tradycyjnego sposobu  myślenia o nadzorze. Wydaje nam się bowiem, że badanie ewaluacyjne musi być zakończone rekomendacjami, wnioskami, które miałyby podpowiedzieć, co dalej robić. Dlatego trzeba zmienić pewną tradycję istniejącą u podstaw całego systemu. Nie chodzi o to, żeby raport ewaluacyjny zastępował dyrektora w tym sensie, że ci, którzy go napiszą, wiedzą lepiej niż dyrektor, jakie podejmować decyzjie w konkretnej szkole. Zadanie ewaluacji  jest jedno: pokazać jaka, w świetle danych pochodzących z bardzo wielu źródeł, jawi się odpowiedź na pytanie – jak działa szkoła, jak funkcjonuje albo co robi, żeby spełnić wymagania państwa zapisane w rozporządzeniu. Zdaję sobie sprawę, że  może się pojawić  problem z umiejętnością odczytania istotnych treści raportu. Bo jak patrzymy na raport, to co widzimy? „Literki”. Tymczasem są one najmniej ważne, ponieważ jeśli konkretna szkoła dostanie na przykład A, to przecież to A dla tej szkoły znaczy co innego niż to samo A dla innej szkoły. Jest to nieporównywalne, tym bardziej, że każda szkoła funkcjonuje w innym środowisku. Byłoby nieuczciwe sądzić, że te „litery”  stanowią rodzaj obiektywnej miary lub kryterium opisu lub – co gorsze,-  oceny , pracy  szkoł, pomijając warunki w jakich funkcjonują. Byłoby to niesprawiedliwe i niemądre.

Wiem, że są tacy,  pragną rankingów, ale na podstawie  danych zawartych w raporcie z ewaluacji nie da się żadnego rankingu  sporządzić.

Ze strony dyrektorów i nauczycieli pojawiają się jednak wątpliwości dotyczące tego, jak założenia nowego nadzoru mają przełożyć się na ich codzienną pracę, m.in., że brakuje czasu na prowadzenie ewaluacji, że w czasie szkoleń pojawia się dużo nowych pojęć, chociażby takich jak triangulacja, ewaluacja formatywna, konstruktywna, które pociągają za sobą pewne zadania. Nowych obowiązków raczej przybyło niż ubyło.

To jest kwestia nastawienia. Wszystko co nowe, budzi opór. Nikt nie może dać gwarancji, że po wprowadzeniu tego nowego systemu będziemy mieli w Polsce raj edukacyjny. Ale nie o to Pani pytała. Dla mnie kwestie zawarte w intencji pytania są niezmiernie istotne. Po pierwsze, ewaluacja jest zupełnie nową u nas praktyką, w tym sensie, że gdyby chcieć się dowiedzieć na podstawie definicji, która została zawarta w rozporządzeniu, co to takiego jest ewaluacja, no to czeka nas rozczarowanie.  Niestety nie możemy zrezygnować z ustalenia, co na temat istoty i zastosowań ewaluacji  wynika z bardzo bogatych doświadczeń opisanych w literaturze światowej. . Nie ma sensu wymyślać w Polsce ewaluacji na nowo. Uprawiać ją jako rodzaj praktyki poza teorią.  Wierzyć że ewaluacja to nowa nazwa oceniania lub mierzenia jakości  Nie możma mówić ewaluacja, a myśleć ocenianie. To jest zupełnie inny, raczej nowy w naszym kraju instrument.

Jeśli mówimy o szkoleniach, szczególnie tych z autoewaluacji, to pamiętajmy o tym, że nie chodzi o to, żeby dołożyć sobie pracy i nowych obowiązków. Wiadomo, że prowadzenie ewaluacji nie jest ani łatwe ani proste. Jest ona przecież niczym innym, jak rodzajem stosowanych badań społecznych.  Jednak w przypadku autoewaluacji jej użyteczność nie tkwi w narzędziach czy procedurach, tylko w tym, aby ludzie uwierzyli, że są podmiotami procesów edukacyjnych dziejących się w szkole, że decydują o tym, jaka jest szkoła.  Potrzebne są rzetelne informacje, które pozwolą im upewnić się, jaką wartość ma to, co robią. – widziane z różnych perspektyw.

Chodzi o wzrost autonomii dyrektorów, leżący u podstaw nadzoru?

Jeśli mają wolność jako tak rozumianą autonomię, to z drugiej strony naturalne jest, że oczekuje się od nich odpowiedzialności informowania wielu zainteresowanych podmiotów , co robią, aby w szkole działo się lepiej. Taki jest tego mechanizm. Ja się upieram przy tym, żeby ewaluację traktować jako zbiorowy proces autorefleksji nad tym, jaka jest wartość tego, co się robi. Oczywiście te dwa elementy są niezwykle ważne, tzn. ewaluacja zewnętrzna i autoewaluacja, dlatego że ani o jednej ani o drugiej nie możemy powiedzieć, że są obiektywne w tym sensie, że dają pełny, wieloaspektowy obraz pracy konkretnej szkoły. Chodzi o to, by przyjąć podejście holistyczne, uwzględniać w ewaluacji informacje pochodzące z wielu źródeł. Jeśli dyrektorzy słyszą słowo triangulacja, to ono oznacza tylko tyle, żeby nie ufać jedynie danym ankietowym, żeby nie budować sądu o faktach na podstawie opinii, tylko mieć wielowymiarowy i wieloaspektowy obraz  szkolnej rzeczywistości .

Mówiliśmy o zespołowej autoewaluacji, w której uczestniczy i dyrektor, i nauczyciele. Dla dyrektorów przewidziano różnego rodzaju szkolenia, ale co z nauczycielami? Przecież to oni będą tworzyli zespół ds. ewaluacji.

Rzeczywiście, rola dyrektora jest taka, że ma być kimś, kto jest odpowiedzialny za to, żeby autoewaluacje w szkole się odbywały. W związku z tym, jego zadaniem jest przede wszystkim powołanie zespołu, uczestniczenie w procesie i przygotowanie planu ewaluacji, natomiast pozostałe rzeczy, takie jak: projektowanie, prowadzenie ewaluacji, zbieranie danych i prezentacja wyników należą do zespołu wyłonionego wśród nauczycieli. Dyrektor nie może wziąć na siebie odpowiedzialności za przeprowadzenie ewaluacji, bo naturalne byłoby jego zainteresowanie tym, aby trochę podrasować wyniki, aby widzieć to, co mu się podoba i niekoniecznie widzieć rzeczy, które gorzej wypadają. Ma też parę innych rzeczy na głowie oprócz ewaluacji. Pytała Pani co z nauczycielami? Z nimi faktycznie może być problem, bo można założyć, że rzeczywiście nie wszyscy posiadają  kompetencjie potrzebne badaczowi. A ewaluacja to przede wszystkim badanie. Pojawia się pytanie, jak się będą sprawdzać nauczyciele w roli nie tylko tych, którzy uczą, ale także tych, którzy przyglądają się swojej pracy, prowadzą rodzaj badania własnej praktyki, odwołując się do całego instrumentarium, które jest niezbędne w badaniach społecznych.

Czy sobie z tym poradzą?

To jest trudne pytanie. Myślę, że może powinni bardziej uwierzyć w to, że nie jest to takie trudne, wziąć pod uwagę fakt, że jeśli chodzi o techniczne umiejętności, to  uczyli się ich wcześniej przy badaniu jakości. Tak więc elementarne kompetencje pewnie zostały opanowane. Chodzi bardziej o zmianę mentalną, bo wreszcie mogą się oni poczuć – jak już wcześniej wspominałem – podmiotami w całej tej akcji i bez strachu mówić o tym, co się w ich szkole dzieje. Nauczyciel dostaje szansę by pozbyć się poczucia pracy w  osamotnieniu – w tym sensie, że jest zamknięty za drzwiami klasy i trochę z obawą przyjmuje to, że ktoś mógłby się jego pracy przyglądać lub co więcej opowiadać o tym, co się u niego w klasie dzieje. Większy problem widzę w nastawieniu mentalnym niż w braku umiejętności, bo tych umiejętności jest zapewnie więcej, niż się powszechnie sądzi. Pojawia się tylko pytanie, czy one mają szansę być wykorzystane, albo inaczej, czy do tej pory były wykorzystywane. Nauczyciel, który studiował pedagogikę, wie i potrafi znacznie więcej niż jest mu dane wykorzystywać w codziennej pracy.

Ale to była przede wszystkim wiedza teoretyczna.

Trzeba ją jednak odkurzyć. I przestać ją traktować z pogardą. Dlatego bardzo istotną kwestią jest zbudowanie takiego systemu, który wspierałby nauczycieli. Można to zrobić na przykład w ramach wspomagania. Poza tym w świecie powszechnie stosowana jest instytucja krytycznego przyjaciela, czyli kogoś, kto mógłby podpowiedzieć, jak się do pewnych rzeczy zabrać, jak zacząć, jak takie badanie autoewaluacyjne przeprowadzić.

Osoba z zewnątrz?

Tak. Takiego krytycznego przyjaciela poszukuje się na zewnątrz. To może być nauczyciel z innej szkoły, ktoś z ODN, z ośrodka akademickiego, o kim wiadomo, że nie ma władzy nad szkołą, ale ma na tyle wysokie kompetencje, że pozwolą mu pomóc w przeprowadzeniu takiego badania, popatrzeniu na wszystko chłodnym okiem. Nie jest to struktura formalna, tylko człowiek, którego się zaprasza po to, aby pomógł. Ale pomógł nie z pozycji wiedzącego lepiej, tylko takiego, który pomaga wówczas, kiedy się od niego konkretnej pomocy oczekuje. Można spróbować poprzez wspomaganie wymieniać się doświadczeniami.

Czy to jest możliwe w praktyce?

Musimy to sprawdzić, bo póki co, wszystko jest w stadium początkowym. Dyrektorzy  opracowali sobie na razie obowiązkowy dokument, jakim jest plan nadzoru, w którym trzeba uwzględnić ewaluację „wewnętrzną”. Ale to nie załatwia sprawy. Potrzebny jest jeszcze projekt, na podstawie którego przeprowadzi się w szkole efektywną autoewaluację. Namawiam dyrektorów do inicjowania zespołowego  myślenia potrzebami szkoły, a nie do myślenia ujawniającego  reakcje obronne.,  Z rozmowów z wieloma dyrektorami wynika taki oto przekaz:  ”boję się, że będę miał zewnętrzną ewaluację - problemową lub całościową-  różnie może się zdarzyć i na wszelki wypadek przygotuję sobie jeden lub dwa raporty z autoewaluacji, bo w rozporządzeniu jest zapisane, że wyniki autoewaluacji będą wykorzystywane w trakcie ewaluacji zewnętrzej. Nikt nie wie w jaki sposób. Czy zatem nie potraktować autoewaluacji jako <<tarczy obronnej>> lub <<listka figowego>>”  Rozumiem  niepokój dyrektorów, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że mądry, myślący przede wszystkim kategoriami dobra i rozwoju kierowanej przez siebie szkoły dyrektor potraktuje autoewaluację jako proceder przypominający znany  obyczaj „malowania trawy na przyjazd generała”

Wyniki autoewaluacji prowadzonej przez dyrektora mogą nie zostać wykorzystane przy ewaluacji zewnętrznej. Może po tym pozostać pewien niesmak.   

Hipotetycznie taka sytuacja może się zdarzyć. Pojawia się więc kolejne pytanie, w jaki sposób wizytatorzy ds. ewaluacji będą wykorzystywali wyniki...

Dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla zalogowanych!


Literka jest portalem stworzonym specjalnie dla nauczycieli. Znajdziesz u nas artykuły i materiały pomocne w pracy, porady prawne, aktualności ze świata oświaty.


Aby publikować własne materiały oraz otrzymać pełen dostęp do portalu , Zaloguj się.

Nie masz konta ? Zarejestruj się za darmo !