Dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla zalogowanych!


Literka jest portalem stworzonym specjalnie dla nauczycieli. Znajdziesz u nas artykuły i materiały pomocne w pracy, porady prawne, aktualności ze świata oświaty.


Aby publikować własne materiały oraz otrzymać pełen dostęp do portalu , Zaloguj się.

Nie masz konta ? Zarejestruj się za darmo !

O lęku metafizycznym w Balladynie

Data dodania: 2006-08-31 09:36:56
Punktem wyjścia dla rozważań nad zjawiskiem lękuw„Balladynie” Juliusza Słowackiego musi być określenie polasemantycznego tego terminu. Konieczne okazuje się także zbadaniewzajemnych relacji między pojęciem lęku a zjawiskami pokrewnymi, takimijak: niepokój i strach. Celem tego referatu nie jest jednak wnikliwyogląd psychologicznych, socjologicznych, filozoficznych, czyreligijnych podstaw lęku, a tym bardziej rozróżnianie rodzajów lęków,czym zajmuje się zarówno psychologia, psychiatria, jak i filozofia.Podstawowe założenie mojej pracy sprowadza się do zbadania istoty lęku,w którym partycypuje tytułowa bohaterka dramatu dedykowanego poecieruin.
Emilia Świderska






„ – Niech mi jaki człowiek
Da rękę… ja się boję…”

(J. Słowacki, Balladyna)






O lęku metafizycznym w „Balladynie” Juliusza Słowackiego




Punktem wyjścia dla rozważań nad zjawiskiem lęku w „Balladynie” Juliusza Słowackiego musi być określenie pola semantycznego tego terminu. Konieczne okazuje się także zbadanie wzajemnych relacji między pojęciem lęku a zjawiskami pokrewnymi, takimi jak: niepokój i strach. Celem tego referatu nie jest jednak wnikliwy ogląd psychologicznych, socjologicznych, filozoficznych, czy religijnych podstaw lęku, a tym bardziej rozróżnianie rodzajów lęków, czym zajmuje się zarówno psychologia, psychiatria, jak i filozofia. Podstawowe założenie mojej pracy sprowadza się do zbadania istoty lęku, w którym partycypuje tytułowa bohaterka dramatu dedykowanego poecie ruin.
Lęk i strach są zjawiskami ontologicznymi, ściśle związanymi z ludzką egzystencją, stanowią one niezbędny komponent naszego bytu. „Mają to samo źródło ontologiczne, lecz w rzeczywistości nie są tym samym.”[1] Strachowi towarzyszy konkretny określony przedmiot, z którym można podjąć walkę, by go unicestwić, a przynajmniej zdominować, pomniejszając jednocześnie zagrożenie, jakie ze sobą niesie. Tillich dodaje też, że inną formą ataku może być wprowadzenie przedmiotu strachu w zasięg naszej samoafirmacji.[2] Inaczej nasze działania wyglądają w przypadku lęku, który nie ma przedmiotu, czy raczej, mówiąc paradoksalnie, „jego przedmiotem jest negacja każdego przedmiotu.”[3] Człowiek odczuwający lęk jest bezradny, ponieważ nie potrafi sprecyzować przyczyn swojego niepokoju wewnętrznego, nie jest w stanie wskazać przedmiotu wywołującego w nim ten stan. Lękający się ma poczucie zagrożenia „nicością”, traci orientację, charakteryzują go reakcje pozbawione intencjonalności[4], trudne do wyjaśnienia w kategoriach rozumowych.
Granice między strachem a lękiem często okazują się płynne i trudne do uchwycenia, ponieważ są to pojęcia, które zawierają się jedno w drugim. „Strach kłuje żądłem, a lęk ma tendencje do przeradzania się w strach. Strach polega na baniu się czegoś: bólu, odrzucenia przez jakąś osobę czy grupę, utraty czegoś lub kogoś, momentu śmierci. W przewidywaniu groźby zawartej w tych sytuacjach przerażająca jest nie sama ich negatywność ujawniająca się podmiotowi, lecz lęk związany z możliwymi implikacjami owej negatywności.[5] Lęk, według Antoniego Kępińskiego, jest uczuciem łączącym się z naszą przyszłością, z oczekiwaniem tego, co ma nastąpić; „jest to krystalizacja uczuć w toku zmagań człowieka ze światem i byciem, starcia osoby z bytem i istnieniem.”[6] Heidegger zwraca uwagę na fenomen lęku, czyli „drzemiące możliwości położonego bycia – w świecie, przy czym lękanie się odsłania zagrożenie bytu oraz jestestwa w bycie.”[7] Zjawisko to jest więc swoistym „obwarowaniem wobec zagrożeń, przyczyną rozpadu osobowości”[8], to stan uczuć człowieka obcującego i zmagającego się z zagrożeniami świata, a nade wszystko z własnym istnieniem. Z lękiem łączy się także nieokreślony niepokój, który „jest przeżyciem związanym z faktem istnienia i występuje u każdego człowieka, zwłaszcza w sytuacjach, w których trzeba wyjść ze zwykłych automatyzmów życiowych i szukać nowej drogi.”[9]
Przywołane definicje w swojej warstwie semantycznej zwracają uwagę na konstytutywny czynnik, a mianowicie egzystencjalny wymiar lęku. Rzeczywiście, lęk przynależy do egzystencji, która jest głównym motorem wyzwalającym w człowieku ten szczególny rodzaj strachu. Biorąc pod uwagę wzajemne konotacje pojęć: lęk, niepokój, strach oraz typologię lęku wg Tillicha, zwrócę uwagę na trzy kategorie tego stanu:

- lęk ontyczny, czyli przed losem i przyszłością,
- lęk moralny, czyli strach przed karą i potępieniem,
- lęk duchowy, czyli wewnętrzna pustka.


Lęk duchowy


Balladyna jest bohaterką, która doświadcza wewnętrznej pustki, brakuje jej duchowego centrum, umożliwiającego życie pełne i przede wszystkim twórcze. Główną przyczyną takiego stanu jest nuda, która zdominowała życie siostry Aliny. Nudzącej się bohaterce świat jawi się jako miejsce niepełne, ułomne, pozbawione istoty. Kochanka Kostryna nudzi się w wiejskiej chacie, w tej prymitywnej przestrzeni, którą tworzą Alina i Wdowa. Jej splin jest wynikiem ciągłych powtórzeń, dotyka kochankę Kostryna wtedy, gdy udziałem jej staje się „to samo”. J. Brodski w „Pochwale nudy” też stwierdził, że „powtarzalność jest matką nudy”. Bohaterka, rzeczywiście, partycypuje niemalże rytualnie w strukturach „powtórek”, lawiruje między polem a chatą. Kiedy decyduje się zmienić swoje życie, nadać mu wymiar indywidualny, kiedy zaczyna działać i tworzyć, też nie potrafi uwolnić się spod wpływu Saturna, ponurego bóstwa melancholii. „Nowy” dzień żony Kirkora przesycony jest również nudą i przerażeniem.
Kondycja faustyczna zdominowała, opanowała Balladynę. Rano siostra Aliny nudzi się, wieczorem przeżywa lęki i niepokoje, a w nocy miewa „sny okropne”. Ta trójczłonowość dobowa, wpisana w egzystencję bohaterki, wydaje się być jej modus egzystencjalnym. Kartezjańskie Cogito ergo sum zostało zastąpione przez Nudzę się, więc jestem . Postawa egzystencjalna, której doświadcza Balladyna, jest swoistym oknem na świat, pozwala kochance Kostryna istnieć romantycznie. Dzięki nudzie, czyli brakowi ekstazy, rodzi się „ja” Balladyny, która manifestuje swoją niezależność, prawo do bytowania, a nie tylko wegetowania.
Romantyczna nuda czy nietzscheańska „melancholia i znużenie”, ponieważ tym jest według niemieckiego myśliciela splin, podkreślają także nieprzystosowanie do świata. Zarówno schematyczna, wiejska Balladyna, jak i ta samodzielna, „samostanowiąca” nie może odnaleźć się w świecie, a tym bardziej w nim zakorzenić, zadomowić. Dzieje się tak dlatego, że prawdziwe „ja” ewoluuje, poddane zostaje egzystencjalnym wstrząsom, kształtuje się w czasie i przestrzeni. Nie jest ono zamkniętym, dokończonym, dookreślonym, gotowym elementem, trzeba je „wykuwać” każdego dnia. Zrozumiałe staje się więc, dlaczego bóg czasu patronuje nudzie, dlaczego domeną melancholii jest temporalność. Agata Bielik – Robson w „Melancholii i ekstazie” stwierdza, że „melancholia wytwarza pewną gęstość zrodzoną z niepewności, która staje się zrębem przyszłego podmiotu: psychiki obdarzonej subiektywnością, która nie reaguje od razu, ale wstrzymuje się wobec złożoności świata”.[10] Ów złożony świat tworzy przede wszystkim człowiek, którego Bóg uczynił „kontynuatorem dzieła stworzenia”.[11]
Balladyna, bohaterka dramatu Juliusza Słowackiego, podejmuje próbę budowania „zrębu przyszłego podmiotu”. Jej „tytanizm budzi podziw”, choć jest to „tytanizm czarny”.[12] Starsza córka Wdowy żyje, „jakby nie było Boga”, choć o Bogu wciąż mówi, zauważa Marta Piwińska. Wybierając żądzę poznania, paradygmat faustyczny, pomnażając pychę i oddając się fantazmatom, skazuje siebie na metafizyczny lęk, zostaje wciągnięta przez pazury chaosu etycznego. Siostra Aliny „chodzi obłąkana rozpaczą”, choć ma „ czarne serce”, to nie uwalnia ono od strachu. Bohaterka „zgubiwszy Boga”, szuka objawienia sensu, „jestestwa wewnętrznego”, irracjonalnej prawdy, wolności wewnętrznej w szaleństwie, w kolejnych mordach, w nienasyceniu. Odrzucając boski ład, skazała jednak siebie na brak oparcia i samotność.
Obok nudy, ciągłego nienasycenia, obcość i brak zakorzenienia w świecie przekształcają życie romantycznej heroiny w rodzaj przekleństwa, skazując ją jednocześnie na samotność i wyobcowanie. Starsza córka Wdowy lęka się, choć próbuje ten stan ducha ukryć i dlatego poszukuje powiernika dla swojego świata wewnętrznego. Kostryn, dowódca straży zamkowej, staje się nim. Łączy ich w zasadzie „obcość”; zarówno książę niemiecki, jak i siostra Aliny znajdują się w nie swoim zamku, zostali oderwani od wcześniejszego życia, przyzwyczajeń. Kostryn wyznaje:

„Jak biedny ptaszek spod płonących dachów
W lot się puściłem... dziś obcy... nieznany
Własnej ojczyźnie – sługa w obcym kraju...” [13]

Balladyna w zasadzie też jest „cudzoziemcem” w domu Kirkora. Nie zna zasad obowiązujących w grupie szlacheckiej, mąż nie zdążył zapoznać żony z niuansami egzystencji pałacowej, labiryntem zachowań; wychowana w prymitywnej rustykalnej chacie, czuje przerażenie, dlatego pożąda bratniej duszy, którą szybko odnajduje w osobie Kostryna. Dwoje bohaterów łączy nie tylko wyalienowanie ze środowiska, osamotnienie, ekspresja aktorska, ale umiejętność tworzenia tajemnic i otaczania się aurą enigmatyczności. Starsza córka Wdowy skrzętnie ukrywa w zanadrzu swojej duszy morderstwo, którego dopuściła się na siostrze. Syn książęcy, Kostryn, jak na sobowtórową osobistość przystało, dowiaduje się prawdy o czarnym sercu kochanki dzięki temu, że „ za pustelnika celą, za drzewami ukryty, słyszał spowiedź” [14] bohaterki dramatu. Alter ego żony Kirkora bierze też na siebie połowę strachu, tajemnic i rozpaczy Balladyny, by wspierać ją mężnie w trudnym życiowym boju. Bohaterka tragedii wspólnie z Kostrynem usuwać będzie kolejne przeszkody z drogi prowadzącej do zaszczytów, splendorów i władzy. W tym celu zamordują Gralona, Grabca, Pustelnika i Kirkora, udowodnią, że przyświeca im ten sam cel: tron. Niemalże jednocześnie protagonistka i jej sobowtór udadzą się na wieżę, w której spoczywa niczego nie podejrzewający Grabek, król dzwonkowy. Balladyna pozbawi dawnego kochanka życia, a Kostryn zniesie z wieży koronę. Prowadząc działania zmierzające ku przybliżeniu wizji przyszłości, potwierdzą braterstwo swoich dusz:

„Stój tam... bo krzyknę, zamek się obudzi,
Stój tam z daleka, aż w tobie przeminie
Ta myśl... W powietrzu ją czuć... o Kostrynie,
Chciałeś mię zabić, serce twoje biło
Głośno, jak moje bije, gdy zarzynam.” [15]

Niemożność wpisania swojego „ja” w kosmiczną strukturę bytu sprawia, że zamiast samoafirmacji Balladyna wybiera grę, by w ten właśnie sposób przezwyciężyć lęk metafizyczny. Nieokreślony niepokój, owo napięcie wewnętrzne mobilizuje bohaterkę do działań teatralnych. Siostra Aliny jest tą bohaterką, która aranżuje sceny w teatrze życia, ma również ambicję teatralizować świat przedstawiony, w którym partycypuje, który podporządkowuje sobie jak reżyser adaptujący swoje spostrzeżenia, koncepty na deskach teatralnych. Protagonistka jest „motorem akcji oraz czynnikiem determinującym dla innych postaci przemiany sytuacji.”[16] Żona Kirkora odgrywa role czysto ludzkie: córki, siostry, żony, kochanki, kobiety, jak i społeczne: chłopki, szlachcianki, królowej. W każdym przypadku nie potrafi utrzymać się w „obsadzonej” roli, ma pretensje o kompetencje inscenizatorskie i bardzo umiejętnie je formułuje. Charakteryzuje ją wielka moc, będąca sumą predyspozycji aktorskich, teatralizowania życia i wywierania presji na pozostałe osoby uczestniczące w spektaklu pt. Komedia ludzka . Balladyna, jak każda kobieta romantyczna, świadomie nadaje swojemu bytowi wymiar wielopoziomowości i walczy o swoje „ja” indywidualne, o wyzwolenie go z granic określenia. Kochanka Kostryna nie potrafi być po prostu jedną Balladyną, w przeciwieństwie do posągowej Aliny odgrywa różne role, przywdziewa różne kostiumy, maski, wpisuje się w wielowymiarową przestrzeń. Żona Kirkora gra w inność, kreuje w sobie „aktorstwo wewnętrzne”, aby ukryć pustkę duchową.
I chociaż wieloosobowy teatr ról odegrała bohaterka po mistrzowsku, choć zaprezentowała szerokie spektrum teatralnych możliwości, zakorzenionych w jej strukturze aktorskiej, to nie uwolniły one kochanki Kostryna od dręczącego ją lęku. Siostra Aliny, jak każdy bohater epoki romantyzmu, „balansuje na krawędzi przeciwnie skierowanych sił, żyje w sferze prabólu”.[17] I to właśnie praból egzystencjalny zmusza Balladynę do „ciągłej twórczości i odsłania w człowieku wiecznie aktywny chaos, ponad poświadczenia racjonalne i empirię wynosi intuicję, oczywistość faktów obiektywnych przesłania przekonaniem o nadrzędności subiektywnych, często hipostazowanych, projekcji”.[18] Żona Kirkora jest istotą szczególnie cierpiącą, chorą na egzystencję, nieprzystosowaną, zawieszoną w próżni ontologicznej, stąd jej pomysł na teatralizowanie rzeczywistości, na permanentną odyseję. Działania te mają pomóc jej w wyzwoleniu się od lęku. Słowa, które Goplana skierowała do zbrodniarki, niestety, wycisnęły piętno na całym jej życiu:

„Lękaj się drzewa!
Lękaj się kwiatu!
Każda lilija albo róża biała,
I na ślubie, i po ślubie...
Będzie plamami szkarłatu
Na wszystkich liściach czerwona...
Idź... weź ten dzbanek... ja ciebie nie zgubię.
Ale natura, zbrodnią pogwałcona,
Mścić się będzie... idź do chaty!..” [19]

Balladyna usycha „ wiecznie tajemnicy męką ”, sukcesywnie realizuje swój plan i ostatecznie, po usunięciu licznych przeszkód, osiąga szczyt: zostaje królową. Drapieżność popchnęła ją ku transgresji, bohaterka wykreowana przez Słowackiego chciała przekroczyć swój los, co doprowadziło ją do destrukcji: „Winna jest śmierci.”
W walce egzystencjalnej zbrodniarka poniosła klęskę, ponieważ postanowiła żyć tak, „jakby nie było Boga”, odrzuciła duchowe centrum. Chodziła po świecie „obłąkana rozpaczą”, „z wzrastającym pomięszaniem”, nie żyła w harmonii ani z rodziną, ani ze swoim światem wewnętrznym, tą instancją, która świadczy o naszej autentyczności. Błądziła w żywiole piękna, prawdy i dobra[20], doznała śmierci duchowej, co przepowiedział jej Pustelnik:

„Milcz, zbrodniarko! Teraz my się znamy
Do głębi serca... Niechaj z tego trądu
Lęgną się w mózgu gryzące robaki,
W sumnieniu węże... Niech kąsają wiecznie,,
Aż umrzesz wewnątrz, a zgniłymi znaki
Okryta, chodzić będziesz jako żywe
Trupy... Precz! Precz! Precz!” [21]



Lęk moralny


Strach Balladyny wynika ze znajomości przedmiotu wywołującego lęk moralny. Córka Wdowy dopuściła się zbrodni na siostrze, by zdobyć tytuł, zaszczyty, splendor. Niestety, krwawa plama, jak przepowiedział Pustelnik, „kąsa wiecznie”. Bohaterka, wybierając życie w kłamstwie, odrzucając normę moralną, skazuje siebie na permanentne egzystowanie w lęku metafizycznym. Doprowadza do „rozszczepienia świadomości”[22], dokonując tym samym bolesnego podziału w swoim świecie wewnętrznym. Niedobra córka musi egzystować jakby na dwóch płaszczyznach, czuwając nieustannie, by ich nie pomieszać. Wykreowała „ja-dla-siebie” i „ja-dla-innych”.[23]

„ja-dla-siebie” „ja-dla-innych”

„Wiatr...

Dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla zalogowanych!


Literka jest portalem stworzonym specjalnie dla nauczycieli. Znajdziesz u nas artykuły i materiały pomocne w pracy, porady prawne, aktualności ze świata oświaty.


Aby publikować własne materiały oraz otrzymać pełen dostęp do portalu , Zaloguj się.

Nie masz konta ? Zarejestruj się za darmo !